...
- Błagam zatrzymaj się! Jeszcze kilka metrów i będziesz mnie zbierać z asfaltu! - Najwyraźniej w końcu udało mi się przekrzyczeć muzykę grającą z telefonu Kate, bo zdezorientowana zatrzymała się i spojrzawszy w moim kierunku schyliła się i trzymając ręce na biodrach wydyszała, że wystarczy biegania na dziś. Spojrzałam na zegarek 7:45, trening zaczęłyśmy przed 6 więc i tak to więcej niż zwykle ... To była cała ona. Moja siostra. Bliźniaczka niestety. Nie wiem jak to się stało, że jesteśmy tak różne. Ona uwielbia wszelkiego rodzaju sporty, a ja ? Ja jestem typowym kanapowcem. Zmusiła mnie do biegania, żebym dotrzymała jej towarzystwa. Trenujemy codziennie od ponad pół roku. Dziwie się jakim cudem jeszcze żyje. Normalnie ledwo wstawałam przed 12 w weekendy, a teraz mam pobudkę koło 5:30, ugh masakra. A to wszystko by wziąć udział w jakimś głupim maratonie. Kate podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem.
- Mocno zmęczona ?
- Nie, jasne. Wszystko w porządku, po prostu zaraz dostanę zawału, ale nie martw się pobiegnijmy jeszcze jakieś 10 km. Na pewno dam radę. Pfff
- Skoro tak, to co ? Może dobra kawa ?
- Wiesz, że nienawidzę kawy. Lepiej chodźmy na jakiś zimny sok albo pepsi.
- Po takim bieganiu ? No przestań. Jeszcze skurcz cię złapie. Może po prostu wpadniemy do jakieś kawiarni ?
- Okey, niech ci będzie. Mam ochotę na jakieś ciasto czekoladowe, potrzebuję dużej ilości cukru.
- O nie. Co najwyżej marchewkę.
- Okey ty zjesz swoją marchewkę, a ja brownie.
- Nie ma mowy, teraz zjesz marchewkę, a brownie najwyżej na lunch.
- Dobrze, ale zamiast marchewki wezmę jabłko.
- I to rozumiem siostrzyczko!
Wywróciłam oczami. Chwilę później jadłyśmy już nasze "śniadanie"
...
Jak każdego beznadziejnego dnia siedziałyśmy na zajęciach. Dzisiaj czekały mnie dwie godziny fizyki, którą mam bez Kate. Kiedy zadzwonił dzwonek, jak na skrzydłach wybiegłam z klasy i szybkim krokiem ruszyłam w stronę stołówki, byle tylko zjeść coś słodkiego. Od porannego biegu brakuje mi cukru i po prostu czuję, że jeszcze chwila i nie wytrzymam. Kiedy przekroczyłam próg zatłoczonej stołówki, uderzył mnie odór kiszonej kapusty i kotletów smażonych na głębokim oleju. Ohyda. Rozejrzałam się po obecnych w pomieszczeniu idiotach i pośród rozgadanych debili zauważyłam Kurta. Siedział zamyślony i wystukiwał palcami jakąś melodię. Najwyraźniej wyczuł, że mu się przyglądam, bo podniósł wzrok i z uroczym uśmiechem, pomachał w moim kierunku. Poczułam jak uginają mi się kolana i ściska mnie w żołądku. Ruszyłam w jego stronę. Kiedy odsuwałam krzesło, podniósł się i nachyliwszy się nad stołem pocałował mnie. Obszedł stół i zasunął za mną krzesło. Po czym znowu usiadł i podsunął mi talerzyk z brownie i moją ulubioną pepsi.
- Dziękuje - uśmiechnęłam się i bez większych ceregieli zaczęłam jeść.
- Nie ma za co skarbie. Nie pytam się, czy się wyspałaś, bo wiem, że potrzebowałabyś kilku miesięcy na odespanie. - Posłał mi łobuzerski uśmiech, a w jego policzkach pojawiły się urocze dołeczki.
- Ha-ha bardzo śmieszne. Proszę bardzo śmiej się z biednej i pokrzywdzonej przez los osóbki.
- Haha też cię kocham
- Jasne, jasne. A jak tam pisanie piosenek?
- Wiesz co nawet nie źle. Mamy już prawię połowę materiału na płytę. Tylko potrzebuje trochę przerwy, bo mamy male spięcia między Adamem a Chris'em.
- Znowu się posprzeczali ? O co poszło tym razem ?
- Z tego co zdołałem się dowiedzieć. Chłopacy mieli uzupełnić braki w kilku utworach. Chris przyszedł godzinę wcześniej i miał już trochę dość czekania na Adama. A kiedy on zjawił się, był tak nawalony, że nie mógł utrzymać pałeczek.
- Nie wiedziałam, że aż tak przeżywa rozstanie z Naomi.
- Wydaje mi się, że to nie tylko z jej powodu. Adam zachowuje się dziwnie od dłuższego czasu.
- A co na to Paul ?
- W kółko powtarza, że mu przejdzie i że to taki etap w życiu zepołu, który przechodzi osoba z najsłabszymi nerwami.
- Może ma racje. W końcu był menadżerem wielu zespołów.
- Nie jestem pewien czy ten fakt pomoże Adamowi.
- Może zaproś go na jakiś czas do siebie ? Będziesz miał go na oku. A ja będę mogła wam pomagać.
- W sumie to bardzo dobry pomysł. Dziękuje kochanie jesteś moim aniołem.
- Haha bez przesady.
...
- Mary ! Mary ! Cholera ! Gdzie ty znowu jesteś ?!
- Umm to chyba Kate. Przeprasza, muszę lecieć.
Pożegnaliśmy się i pobiegłam w stronę mojej siostry.
- Mary ! Ja latam po całej szkole i cię szukam, a ty ciągle rozmawiasz z Kurtem ?! Ogarnij się dziewczyno. Nie tylko on cię potrzebuję.
- Przepraszam, ale tak w sumie ty też powinnaś sobie kogoś znaleźć.
- Co no chyba sobie kpisz ?!
- Ja wcale nie żartuję.
- Nikogo nie potrzebuję. Wszyscy faceci to idioci.
- Rozumiem, ale Nowy Jork to bardzo duże miasto.
- Mary, Draco nie żyje. Ankin też. Boka tak samo. Nie ma faceta dla mnie.
- Okey, okey. Rozumiem, ale nie ma ideałów. Może spróbuj kogoś polubić ?
- Lepiej stąd chodźmy, bo Chris nas zauważył ...
...
- Cholera, ledwo uszłyśmy z życiem. Właściwie, dlaczego zawsze jak widzisz Chrisa oczy ci błyszczą ?
- O czym ty mówisz ?
- Przecież nie jestem ślepa.
- Błyszczą się z nienawiści do tego idioty.
- Nie przesadzaj. Zawsze jak siedzimy u Kurta, troszczy się o ciebie.
- ... przepraszam, ale czy ja jestem jakąś kaleką ?!
- Nie, ale musisz przyznać, że umie robić świetną kawę. Nawet mnie smakuje.
- No dobra, ale to jedyny plus.
- Przecież nigdy nie rozmawiałaś z nim sam na sam. Może on po prostu popisuję się przed Kurtem ?
- Niby czemu miał to robić ? Przecież jest dorosły.
- On jest od nas o rok młodszy. Biorąc pod uwagę, że mamy po 19 lat. Chris to jeszcze dziecko. Chłopacy dorastają później. Chociaż na starość i tak są jak dzieci.
- Nie zamierzam zostawać nianią.
...
- O proszę, proszę. A kogo my tu mamy ?
- Czego chcesz ?
- Ojej biedactwo się denerwuje.
Odwróciłam się w stronę umywalek i umyłam ręce. Odwróciłam się w stronę Julie i opryskałam jej twarz. To dziecinne, ale wyraz jej twarzy był bezcenny.
- Kate, chodźmy bo spóźnimy się na angielski.
Wyszłyśmy z łazienki. Zostawiając grupkę tych idiotek w szoku. Pod klasą czekali na nas chłopacy.
Kurt przytulił mnie od tyłu, a Chris opowiadał o czymś Kate.
- Ładna byłaby z nich para, prawda ?
- Też tak myślę. Wydaje mi się, że Kate naprawdę lubi twojego brata.
- Nie żartuj. Przecież wiem, że jest na odwrót. Chris ubóstwia Kate tak jak ja ciebie. Błąd ja ciebie bardziej.
- Oj no wiesz jaka jest Kate. Kiedy powie, że kogoś nie lubi. Będzie się tego trzymać, nawet jeśli w jej podświadomości jest inaczej.
- Wiem, wiem. To tak jak przez mówiła, że to co gramy to nie muzyka. A słuchała tego non-stop.
- Dokładnie!
- Haha to było naprawdę zabawne, kiedy weszliśmy do domu, a ona skakała po kanapie i śpiewała.
- Było mi jej żal, ale jak zaczęła się na ciebie drzeć, dlatego, że wróciliśmy wcześniej. Jakoś mi przeszło.
- Ona bywa naprawdę straszna.
Usłyszałam głośne chrząkanie.
- Czy nasze gołąbeczki uraczą nas swoją obecnością na lekcji ? - Nasz nienaturalnie wysoki nauczyciel angielskiego, stał oparty o drzwi i mrugnął do nas porozumiewawczo. Mimo, że ten facet ma nierówno pod sufitem. Jest jednym z naszych ulubionych nauczycieli.
- Jasne panie profesorze. - odparł Kurt, krztusząc się ze śmiechu
Nauczyciel szturchnął go żartobliwie i weszliśmy do klasy.
...
Kate założyła słuchawki i zaczęła grać w jedną z jej ulubionych gier. Widziałam, po minie Chrisa, że jest niezadowolony.
- Stary skoncentruj się, bo nigdy nie skończymy nagrywać.
Najwyraźniej chłopak był bardzo zdeterminowany, żeby zwrócić na siebie uwagę mojej siostry, bo po chwili jego gitara basowa, zagłuszyła perkusję i Kurta.
Paul musiał przerwać nagranie.
- Chris ogarnij się człowieku, przecież ty wszystkich zagłuszasz !
Kate wyjęła słuchawki i zaczęła przysłuchiwać się sytuacji.
- Moim zdaniem to było bardzo oryginale.
- Kate! Błagam nie wtrącaj się w nagrania, bo to moja działka.
- Bla-bla-bla, boże jakiś ty dzisiaj nie w sosie Paul.
- Za to ty emanujesz optymizmem.
- A co zazdrościsz ?!
- No jasne, a jakże by inaczej ?!
- Cholera jasna! Przestańcie się zachowywać jak 5-letnie dziewczynki. Jesteśmy tutaj, żeby nagrać płytę, a nie rozmawiać o humorach jak kobiety w ciąży !
Podeszłam do Kurta i zaczęłam szeptać mu do ucha, żeby się uspokoił. Chwycił mnie za nadgarstek tak mocno, że straciłam w nim czucie. Kiedy zobaczyła to Kate, podeszła do niego i strzeliła mu z liścia.
Kate zawsze była przeciwna moim chłopakom. Powtarzała im, że jeśli mnie skrzywdzą, to ona da im popalić. Na Kurta była już cięta od dawna. Bo uważała, że on chce się mną tylko zabawić. A nie jest ze mną na poważnie. Jestem jej wdzięczna, że tak bardzo jej na mnie zależy, ale momentami denerwuje mnie to, że wydaje jej się, że nie wiem co robię. Pamiętam, jak któregoś dnia pokłóciłam się z Davem. Gość darł się na mnie i zwyzywał za to, że zapomniałam o jego urodzinach. Kate była tak wściekła, że pożyczyła trzy rottweilery od naszego sąsiada i kiedy Dave przyszedł po swoje rzeczy, napuściła głodne psy na chłopaka. Do dziś mu trochę współczuję. Jednak z Kurtem jest inaczej. Znam go od podstawówki. Zawsze był zamknięty w sobie i z nikim nie rozmawiał. Co sprawiało, że wzdychałam do niego praktycznie przez cały okres szkoły podstawowej, gimnazjum i tak jest do dziś. Jasne w międzyczasie spotykałam się z różnymi chłopakami. ale zawsze porównywałam ich do Kurta. To psychiczne, ale prawdziwe. Kiedyś przyszedł do szkoły w bluzce z nadrukiem Queen. Jednego z moich ulubionych zespołów. Pamiętam, jak bardzo mi się spodobała. Chyba to zauważył, bo kilka dni później w mojej szkolnej szafce znalazłam wypraną i wyprasowaną koszulkę. Nie zostawił żadnej wiadomości, tylko kiedy ją wyjęłam stał oparty o ścianę i przez ułamek sekundy się do mnie uśmiechał. Mam wrażenie jakby to było wczoraj. Nadal mam tą bluzkę. Tylko teraz awansowała na moją pidżamę. Nasza pierwsza randka odbyła się na koncercie Foo Fighters w 2012. Było tak głośno, że nie mogliśmy rozmawiać, ale niespecjalnie nam to przeszkadzało. Od tamtej pory zawsze trzymaliśmy się razem. Kłóciliśmy się wiele razy, z wielu głupich powodów, ale zawsze się godziliśmy. Parę razy wracałam do domu ze spuchniętą od łez twarzą i siniakami, ale po pewnym czasie przywykłam. Dlatego, to że chwycił mnie za nadgarstek nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek, który spuchnął trochę po uderzeniu Kate.
- A ty jeszcze go bronisz ?! Wiesz co mam dość. Wychodzę. - Kate zabrała torbę i wyszła trzaskając drzwiami.
- Kate ! Cholera. - spojrzałam na Kurta miał zamglony wzrok i patrzył się na drzwi. Chris odłożył swoją gitarę, spojrzał na Kurta z pogardą i wybiegł ze studia.
- Kurwa ! Kurt ! Chris ! - krzyknął Paul - Macie się dogadać ! W takich warunkach nie możemy nagrać płyty !
Puściłam rękę Kurta i podeszłam do Paul'a. Poprosiłam go o dwa tygodnie przerwy i zorganizowanie nam jakiegoś wyjazdu, żebyśmy wszyscy odpoczęli. Na początku nie chciał się zgodzić, ale po kilku minutach doszedł chyba do wniosku, że teraz i tak nic z tego nie wyjdzie, więc się zgodził.
- Tylko macie tam się pogodzić. Bo jak wrócicie i dalej tak będzie to ja nie wiem co się stanie z tym zespołem.
- Osobiście dopilnuje, żeby wszystko wróciło do normy.
- No dobrze ... liczę na Ciebie Mary - powiedział menadżer, a ja wzięłam za rękę Kurta i wyszliśmy ze studia.
...
- Jak się czujesz ? Może chodźmy na pizzę, pewnie jesteś głodny. - On pokiwał głową. Przytulił się do mnie. Był bardzo smutny.
- Bardzo Cię boli ? - miał pewnie na myśli nadgarstek
- Nie martw się o to, to nic takiego - Mruknęłam i uścisnęłam mocniej jego dłoń. - Martwię się tylko o Kate mam nadzieję, że nie zrobi nic głupiego.
On tylko zabrał mnie do naszej ulubionej pizzerni i więcej się nie odzywał.
***
Co on sobie wyobraża ? Jak może krzywdzić moją siostrę ?! Przecież skoro ją kocha, nie powinien tego robić. Szłam ulicą. Niezbyt patrzyłam dokąd. W takich chwilach w moich żyłach krew się burzyła. Płonęłam z gniewu. Kiedy chciałam przejść przez ulicę poczułam jak ktoś ciągnie mnie gwałtownie do tyłu.
- Co ty robisz do cholery ?! Przecież mogłaś wpaść pod tą ciężarówkę ! - wrzasnął Chris.
Faktycznie po chwili przejechała przed moimi oczami. Uratował mnie.
- Dzięki - burknęłam. Chciałam iść dalej.
- Stój! Musisz ochłonąć! Nie zostawię cię teraz samej nie ma pieprzonej mowy!
- Nie potrzebuje twojej pomocy.
- Okey jak chcesz, ale ja i tak idę za tobą, a tego nie możesz mi zabronić! Rozumiem, że jesteś wściekła. Mój brat zachowuje się jak totalny dupek i szczerze go za to nienawidzę.
Spojrzałam na niego z ukosa.
- Przecież to twój brat.
- I co z tego ? Rodziny się nie wybiera, prawda ?
- No niby tak ...
- No więc właśnie. Zastanawiam się tylko, czemu on tak krzywdzi Mary, przecież widzę jak on na nią patrzy. To jak o niej opowiada, kiedy nie ma jej przy nim. To absurdalne.
- A co o niej mówi ?
- Oj no te wszystkie pierdoły, które mówią o swojej połowie ci postrzeleni/zakochani ludzie.
- Podobnie jest z Mary. - ten człowiek zazwyczaj mnie irytował, a dzisiaj ...
Po kilku minutach, doszliśmy do części miasta, której nie znam. Trochę się spięłam, bo nie chciałam zwalniać tempa. Mimo wszystko szłam przed siebie. Chris cały czas szedł za mną.
- Czy na pewno wiesz dokąd idziesz ?
- Oczywiście, że tak. A ty znasz tą część miasta ?
- Kiedyś przylazłem tutaj przez przypadek i na końcu tej alei jest część zamieszkiwana przez strasznych snobów i jeśli się tam pojawimy pewnie będą nas podejrzewali o przeszłość kryminalną i wylądujemy na posterunku u Grega.
- Dobra ... - postanowiłam zawrócić, ale wtedy wpadłam w jego ramiona.
- Haha ty na serio mi uwierzyłaś ?!
- Nie. Po prostu mam ochotę na dobrą kawę, a tam jest McDonald.
- Jasne, przecież widzę, że się wystraszyłaś.
- Chyba w snach, możesz mnie puścić ?
- Jasne, po prostu nie chciałem, żebyś się przewróciła. Nogi ci się ugięły.
- Nie przewróciłabym się, bo się nie wystraszyłam.
- Oczywiście.
Prychnęłam. Odeszłam od niego.
- Gdzie idziesz ?
- Nie twój interes.
- Po części mój, bo dzięki mnie jeszcze żyjesz.
- Nie prosiłam.
- Nie musiałaś.
Po prostu się odwróciłam i odeszłam do McDonald's.
...
Kiedy stałam przy kasie i właśnie miałam zapłacić. Nie mogłam znaleźć portfela.Cholera. Gdzie ja go mam ? Musiał mi wypaść kiedy wychodziłam ze studia. No trudno i tak nie było tam nic oprócz kilku paragonów i 3 dolców. Zaczęłam przeszukiwać torbę w poszukiwaniu jakiś drobniaków. Kiedy pani podała mi paragon i krzyknęła "następny". Spojrzałam znad torby, obok mnie stał Chris.
- Co ty zrobiłeś ?
- Powiedziałem, że gram w "Modzie na Sukces"
- Co ?
- Oj no przecież żartuję. Nikt nigdy za ciebie nie zapłacił ?
- Nie potrzebuję łaski.
- Przecież się nad tobą nie użalam . Po prostu jesteś na tyle nieodpowiedzialna, że kupujesz kawę, kiedy nie masz przy sobie kasy, a ja zachowałem się jak na dżentelmena przystało i poratowałem cię z opresji.
- Pfff, dziękuje. - ten debil coraz bardziej mnie irytuje
- Nie ma za co, będę leciał. Chyba wykorzystałem dzienny limit denerwowania cię. Mogę mieć jedną prośbę ?
- Niby jaką ?
- Jak będziesz wracała do domu, rozejrzyj się zanim przejdziesz przez ulicę.
- Pomyślę nad tym.
- Haha trzymaj się Kate! Do jutra ? - Wyszedł nie czekając na odpowiedź.
Co za człowiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz